Widzę jedno: za wieloma trudnościami dzieci stoją również zmęczenie, napięcie i ogromne pragnienie, by być wystarczająco dobrym rodzicem.
Nie znam rodziców, którzy nie byliby zmęczeni. Na tyle, na ile mam okazję towarzyszyć rodzicom w ich codzienności, w rozmowach, konsultacjach i poszukiwaniu odpowiedzi na pytania dotyczące dzieci.
Chcemy wspierać, rozwijać, uczyć, tłumaczyć, pokazywać, stawiać granice i reagować właściwie. Zależy nam, żeby nasze dzieci były szczęśliwe, samodzielne i dobrze radziły sobie w świecie. Czasem w tym wszystkim tak bardzo skupiamy się na tym, co jeszcze powinniśmy zrobić dla naszego dziecka, że zapominamy zapytać samych siebie: a jak ja się z tym wszystkim mam? Podczas konsultacji często powtarzam, że warto zacząć właśnie od siebie. Nie dlatego, że rodzic jest winny trudnościom dziecka. Nie dlatego, że musi być spokojny, cierpliwy i uważny przez dwadzieścia cztery godziny na dobę… Ale dlatego, że rodzicielstwo nie dzieje się w oderwaniu od nas samych.
Trudno o cierpliwość, kiedy jesteśmy na skraju wytrzymałości. O uważność, kiedy nasze myśli nieustannie układają listę kolejnych zadań. Ciężko dostrzegać małe C U D A dzieciństwa, kiedy próbujemy ze wszystkim zdążyć. Bardzo łatwo zamienić rodzicielstwo w projekt do zrealizowania. W plan, w którym trzeba odhaczyć kolejne umiejętności, etapy rozwoju, zajęcia, ćwiczenia i wychowawcze cele. A przecież nasze dziecko nie potrzebuje dzieciństwa zrealizowanego zgodnie z harmonogramem. Potrzebuje dzieciństwa, w którym jest miejsce na bliskość, śmiech, czułość, nudę, spontaniczność i zwyczajne bycie razem. Bo ten czas naprawdę mija.
Dziś ktoś woła nas po raz setny, żebyśmy zobaczyli wieżę z klocków. Jutro będzie chciał opowiedzieć o swoim dniu, a później coraz częściej zamknie za sobą drzwi do własnego świata. Dziś małe dłonie szukają naszych dłoni. Słyszymy: „Mamo, pobaw się ze mną”, „Tato, zobacz!”. Dziś jesteśmy całym światem dla kogoś, kto dopiero uczy się ten świat poznawać. I wiem, że bywają dni, kiedy marzymy tylko o ciszy. Kiedy mamy dość pytań, bałaganu, płaczu i niekończących się obowiązków. Kiedy miłość do dziecka wcale nie sprawia, że przestajemy być zmęczeni. To też jest część rodzicielstwa. Nie musimy jej ukrywać. N A P R A W D Ę. Może właśnie dlatego tak bardzo potrzebujemy czasem zatrzymać się i przypomnieć sobie, że nie jesteśmy wyłącznie od wychowywania. Jesteśmy też od kochania. Od przeżywania. Od budowania wspomnień, które kiedyś okażą się bezcenne.
Nie chcę, żebyśmy w trosce o to, kim nasze dzieci staną się w przyszłości, przegapili to, kim są dla nas dzisiaj. Zanim kupisz kolejną pomoc edukacyjną, zapiszesz dziecko na następne zajęcia albo zaczniesz zastanawiać się, co jeszcze możesz poprawić – zatrzymaj się na chwilę.
Nie musimy przeżyć rodzicielstwa idealnie. Chciałabym, żebyśmy przeżyli je naprawdę. Z czułością dla naszych dzieci, ale też z czułością dla samych siebie. Bo D O M pełen życia nie musi być domem, w którym wszystko jest zrobione. Czasem jest nim dom, w którym ktoś odpuścił sprzątanie, usiadł na podłodze i dał się zaprosić do zabawy. I może właśnie takie zwykłe dni, które dziś wydają nam się tak męczące, kiedyś staną się najcenniejszą historią naszej rodziny.
A Ty? Czy potrafisz czasem odłożyć na bok wszystkie rodzicielskie zadania i po prostu być ze swoim dzieckiem?


