Czytając tytuł już pewnie pojawiły się pytania-co, gdzie, kiedy. Spokojnie- ja tu zostaje! 😃

Ah ale się cieszę! Cieszę się, że mogłam przysłowiowo „rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.” Zatem jeśli Bieszczady, to nie mogło obejść się bez SDM. Wciąż aktualni ! A jeśli chcecie jeszcze bardziej wejść w bieszczadzki klimat to na początek posłuchajcie ; 

Zdecydowanie mogę powiedzieć, że jest piękna. Piękna i wciąż aktualna w dzisiejszej rzeczywistości. SDM w swoim repertuarze posiada same takie „skarby”- więc jeśli tylko macie pragnienie serca; zachęcam. 😉

Pojawiały się pytania o ostatni wyjazd zimą w Bieszczady. Zatem w miarę możliwości przedstawię Wam nasze spontaniczne szaleństwo. Kto mnie zna-  wie, że jeśli chodzi o wyjazd w góry- nie ma wymówek. Oczywiście jeśli nie koliguje on z pracą, studiami i innymi obowiązkami. 🚗

A więc.. zapraszam Was do przejścia ze mną tą bieszczadzką przygodę! 

Wyjazd przewidzieliśmy na wczesne godziny poranne, tak by móc obejrzeć wschód słońca w drodze (około 7). Powiedzmy, że się udało. Kto śledzi profil na Instagramie @celebrujac_zycie, wie o czym mówię. 

Czy dojechaliśmy? No jasne! 💟

Droga minęła w super atmosferze z ciepłą herbatą, grubymi skarpetami i słodkościami- bez których oczywiście wyjazd w góry, nie miałby prawa bytu. Zaparkowaliśmy w miejscu z piękną panoramą- na Parkingu Przełęczy Wyżnej.

Skąd wyruszyliśmy w naszą przygodę. Zaraz po drugiej stronie ulicy, znajdowało się wejście na żółty szlak pieszy, który jednocześnie wiąże się z wejściem na szlaki. Szlak był w drobnym stopniu zrekonstruowany z powodu prac, wszystko jednak było w bardzo czytelny sposób oznaczone. Idąc dalej mijamy szlak czarny, który zaprowadzić może do Campingu tzw. „Górna Wetlinka”.

Nie zwalniamy- odbijamy! 🦶

My jednak zostajemy wciąż na początkowym szlaku (żółtym)- przechodząc w dalszym ciągu żółtym szlakiem, mijamy „Punkt Widokowy” z wysokością 1174m n.p.m, gdzie widoki są coraz bardziej piękniejsze, ale i na szlaku coraz cięższe warunki- błoto, śnieg, „szklanka” (obeszło się bez raków). To wszystko sprawiało, że ja jako osoba zwracająca szczególną uwagę na serce- musiałam zwolnić. Pojawiły się pierwsze myśli, że nie warto, po co, znów to samo i świadomość, że przecież jestem słaba- kogo próbuje oszukać. Nie, to nie ja próbuje kogoś oszukać, to on próbuje oszukać mnie. Dzisiaj z perspektywy czasu, cieszę się, że one się pojawiły- tak bardzo mogę poznać przez te słabsze chwile, które pojawiają się w drodze siebie oraz swoje słabości. A w życiu każdego z nas momentami jak na tym szlaku- błoto, ślizgawka. 

To jest idealne miejsce na „jedzone” !

Idąc dalej, zatrzymujemy się w „Chacie”, której zdjęcie możecie zobaczyć. Zrobiliśmy sobie małą przerwę na gryz pysznej bułki, kostkę najlepszej czekolady i łyk gorącej herbaty. Jak to jest, że w górach zawsze wszystko lepiej smakuje- FENOMEN! 🙂 

Ja tu zostaje !

Widoki, które nam towarzyszyły sprawiały, że coraz odważniej myślałam, żeby tam zostać.  🤭 Pomimo wiatru, chłodu i śniegu. Było tam coś „niesamowitego”, może ta wolność, cisza, spokój, a być może widoki, które sprawiały, że czułam się jeszcze bardziej – BLIŻEJ NIEBA. Kto chodzi po górach, doskonale zna to uczucie. My jako ludzie jesteśmy malutcy. Malutcy- wobec potęgi, która nas otacza. 🗻

Po pysznościach i zachwycie przemierzamy dalej żółtym szlakiem w kierunku „Hasiakowej Skały” ,a następnie zmierzając w kierunku „Srebrzystej Przełęczy”. Zaczęliśmy odczuwać coraz bardziej intensywny wiatr, który jeszcze chwila i by nas porwał (HA!), mówię Wam. Ale nie daliśmy się! Stąpaliśmy mocno po ziemi.  Przechodząc Srebrzystą Przełęczą, nie mogliśmy oprzeć się krajobrazom, które otaczały nas z każdej możliwej strony.  

Dotarliśmy !

I jest! Zupełnie nieświadomie, w pełnym zachwycie wszystkim dookoła, w zimowej pościeli dotarliśmy do „Połoniny Wetlińskiej”. Połonina Wetlińska  (1255 m n.p.m.)– masyw górski i połonina w Bieszczadach Zachodnich. Jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Bieszczadach.Wybaczcie moją ogromną radość, zachwyt i miłość, ale byłam pierwszy raz na Połoninie. I byłam ogromnie szczęśliwa, że zimowe warunki pogodowe mi w tym nie przeszkodziły. Bo wiecie.. tak naprawdę, to my często szukamy sobie ciągłych wymówek. To pogoda, to czas, to chęci, to zdrowie. A ja mogę powiedzieć jedno, o czym sama podczas wolnego czasu się przekonałam. Nie ma złej pogody- są tylko złe ubrania ! Dzisiaj z perspektywy czasu jestem wdzięczna „ekipie”, że daliśmy radę i nie straszna była nam pogoda, ani wymówki. Pokonałam wszystkie swoje przekonania i świadomość, że w kiepskim stanie zdrowotnym nie można. Bzdura! Można- jeszcze więcej! 💪 

Skoro byliśmy na Połoninie Wetlińskiej, nie mogliśmy nie zahaczyć również o „Osadzki Wierch”. Ale! To też było zupełnie nieświadomie. Po prostu, tak dobrze nam się szło, że nie zauważyliśmy odległości, którą pokonaliśmy. 

Osadzki Wierch (1253 m n.p.m)- drugi co do wysokości i najwyższy dostępny szlak turystyczny w paśmie Połoniny Wetlińskiej w Bieszczadach Zachodnich. Wierzchołek stanowi krótką, kamienistą grań o stromych stokach pokrytych grehotami.

Nie jest on wielce wysoki, ale uwierzcie- w takich warunkach pogodowych do takich należy. Nie mogło obejść się bez zdjęć i pysznej herbaty. Wybierając się w góry, koniecznie pamiętajcie o ciepłych napojach, ale i nie tylko! Może to być po prostu barszcz z uszkami, albo żurek z jajkiem- też się super sprawdza! Potwierdzone informacje. 😀 

Mam nadzieję, że dzięki wspólnej przygodzie mogliście poczuć maleńką cząsteczkę bieszczadzkiego klimatu! 🙂  Na jej zakończenie odsyłam Was do jednej z wielu perełek. „Bieszczadzkie Anioły”– dobrze jest wspominać. 🙂  Chcecie więcej  „podróżniczych wpisów” ? Dajcie znać. I pamiętajcie, że to my znajdujemy sobie wymówki. 😉

Udostępnij: